Za mglistą szybą śmierci oblicze
mych szklanych łez już nie policzę.
Zbyt długo w klatce kłamstwa żyłam
oto jestem, do umarłych przybyłam.
Jeden świat, jedno życie, jedna chwila
ta co długo trwa i szybko przemija.
W trupie dłonie mą duszę składam
w ostatnim śnie nadzieję pokładam.
W płomieniach świecy obłędu odbicie
radość, miłość i sens straciło życie.
Dźwięki rozpaczy, duszy odłamki
krew na ścianie i czarne zapałki.
Przybądź do mnie śnie mój ukochany
niczym w rytmie złudzeń zatrzymany.
Weź mnie w swe mgliste ramiona
niech me podłe życie w nich skona.
Nad horyzontem mgła zawisła
czarny piorun przeszył niebo
a mój statek samotnie płynie
po martwym oceanie moich łez.
Wśród czarnych odmętów
płynę ku początkowi krańca świata
targana przez czarny niepokój
i odwieczną gehennę bytowania.
Gdzież jest astralny szlak
na tym czarnym firmamencie
co nad mą latarnią rysuje się
w smolistych barwach nocy?
Gdzież ten srebrzysty glob
wśród migoczących ziarenek
kiedy czerniste obłoki świecy
uciekają w zdradliwą czeluść?
Nie wiem w którą stronę
skierować bieg mej starej łajby.
Jakiż kurs objąć mam skoro
wszędzie widnieje posoka czerni.
Rozstąpiła się ziemia, niebo w dół runęło
w bezkres oceanu krwią naznaczonego.
Zło przedarło się do świata murszejącego
to co wiecznie przy nas trwało w dal umknęło.
A ja siedzę samotnie przy mym ognisku
i na świat pogrążony w trosce patrzę.
W zakamarki klepsydry czasu kołaczę.
i widzę śmierć stojąca na życia urwisku.
Gdzieś się podziała ma pani w czerni?
Przyjdź do mnie i utul moje żalu chwile
wbij w me serce trucizny swą szpile.
Proszę! Zbyt wiele me oczy już ujrzały.
Zbyt długo w tej obłudzie wytrwały
gdzie wrosły w serca ludzi plącza cierni.
By zgłębić sacrum swego cierpienia
ciemność swemi ślepiami śledzisz.
W schowku pod schodami siedzisz
bojąc się bólu śmierci zmierżenia.
Wyjdźże stamtąd moja laleczko
niech ujrzę twe szpetne szare lica.
Niczym stępiona przezeń anielica
szepnę Ci do ucha jedno słóweczko.
Biada!
W śmierci Twych kajdanach, no cóż
nim wtem zabłyśnie gdzieś skryty nóż
swą duszę i umysł racz mi podarować.
Teraz nie waż się przede mną chować
wszak Tyś mnie wezwał ku śmierci mocy
a ja przybyłam na skrzydłach tej nocy.
W czernistych barwach pościeli
nad baldachimem twego śmierci łoża
kostucha tańczy na ostrzu noża
a wtórują jej świetliści archanieli.
Jeżeli to nie cna śmierć nas rozłączy
cóż więc takiego z nami się stanie?
Usłysz z oddali me żałobne łkanie
co dwie pokrewne dusze połączy.
Och biada nam zacny kochanku
Ileż jeszcze łez za Ciebie wyleje
kiedy cały świat do mnie się śmieje?
Wlej we mnie cały swój żal wielki
niech cierpię katusze i męki
W tym szczęścia żałobnym ustanku.
Obudziłam się, by odnaleźć samą siebie
pośród cieni wszystkiego co stworzyłam.
Patrzę na czasy tak bardzo odległe
i uwierzyć nie mogę, że tego już nie ma.
Zagubiona w umierającym świecie
wstrzymuję oddech gdy sen nadchodzi.
Próbując powrócić do dawnego życia
składam obrazy z kawałków szkła.
Oddałabym wszystko by na mej twarzy
raz jeszcze szczery uśmiech zagościł.
Gdzie odeszło moje serce usidlone
przez nieśmiertelne kajdany pustki?
Chcę powrócić do wierzenia we wszystko
co było, jest i zawsze trwać będzie.
Na mocy nadanej mi przez Czeluść.
Ja, Naarien,
wierna służebnica ciemności,
pogromczyni słowa bożego,
przeciwniczka pogańskiej wiary,
obrończyni Czarnego Królestwa
dawczyni zła i potępienia,
oddaję swą duszę Czarnemu Panu
jedynemu władcy świata
który z podziemi powrócił
na swój opuszczony tron.
Oddaje swe ciało Mrocznemu Władcy
na znak mej wierności.
Przysięgam bronić prawdy
jaką mi powierzono.
Przysięgam walczyć w obronie
mego prawowitego domu.
W krwi i światłości
zawszę służyć będę
Królestwu Pożogi…
Przysięgę tą krwią naznaczam
by los swój dopełnić...
Tak mi dopomóż Panie
Wirują białe płatki śniegu skrząc
w blasku latarni białego światła.
Na krzywych dachach domów
zamieszkał mroźny wirtuoz
dekorując swym dotykiem
drewniane okna mieszkań.
W zimowej symfonii dźwięków
błąkają się bezdomne koty
zostawiając ślady swych łap
na delikatnym białym puchu.
A Ty siedzisz przy oknie
z kubkiem gorącej czekolady.
Z mętnym wzrokiem spoglądasz
na zimne kryształowe niebo
i tańczące z nimi gwiazdy.
Wiatr wygrywa etiudy
w konarach lodowych drzew
zachęcając do mroźnego tańca.
Ach, jak piękny jest świat
okryty śnieżną pościelą.
Ze specjalną dedykacją dla Kitany, osoby, która tak jak ja urodziła się w złych czasach i tak samo tęskno jej do krainy, gdzie wieczna zima panuje.
W odpowiedzi na twój zew
pomodlę się za duszę twą
co by cała do domu wrócić
zdołała nim strawi ją płomień.
W pajęczynie życia tkwię
złapana przez pajęczy los.
Niczym ten piękny kwiat
co krwawi i usycha.
Teraz śpię snem wiecznych
pragnąć się już zbudzić.
W kajdanach wspomnień
cierpię śmierci katusze.
Mam sen, gdzie stoję
na rozstaju dwóch dróg.
Nie wiem, którą wybrać mam
która spełni me marzenia.
Wołałam o pomoc, lecz
nikt nie zdołał przynieść mi jej.
I nawet Ty przeszedłeś
obojętnie obok mnie
nie bacząc na mój ból
ni krwawiącą duszę.
Wtedy zrozumiałam,
że jestem tylko ja.
Sama wśród płaczących
drzew na wietrze życia…
Dziś na cmentarzu bal potępionych
każdy z nich wygląda prawie jak czort.
W smutnych nutach kościelnego dzwonu
tańczą upadali w śmierci ramionach.
Już zimny żar ognia tam dogasa
główną aleją upiorny orszak mknie
ku chwale pełni krwawego księżyca
i tym co dawno już na czarnym dnie.
Każdy z gości strojne przybrał szaty
czerń i czerwień ze sobą się splata
Upiorom na czarnych rumakach
strzęp serca pośmiertnie kołata
Wśród grobów plątają się dusze
jęcząc i zawodząc samotnie łkają.
Miotając się wśród cmentarnych alei
swego miejsca na balu szukają
Oto tutaj wędrowcze los Cię przygna
do krainy wiecznej trwogi i strachu
byś wraz z upadłymi świętował
zwycięstwo śmierci nad życiem.
Zmrok nad mym miastem powoli zapada.
W samotni siedzę nad kawy filiżanką
spoglądając w głąb paleniska gdzie
dzieje ludzkości zapisane w popiele.
Słowa które ranią, stają się puste
w pył obracają się karty życia
Uczucia wpadają w ramiona czasu
bolesne być zaczynają nasze myśli.
Niechże ta godzina w końcu wybije
i stanie przede mną żywot mój piekielny.
Harfa żałobną pieśń cichutko zanuci
a z cienia wyłoni się sen upragniony
Czara goryczy przelana już została
pękło me serce, oddaliła się ma dusza
A na tablicy nagrobnej wyryte słowa
„Ku chwale pamięci i za miłość wieczną”.
Czy widziałeś kiedyś tonące statki?
Nie? Więc spójrz na mnie.
Jestem jak ten okręt co wpłynął
Na ostrą kamienną skarpę
I teraz idzie na dno.
Me serce pękło, a żal wylewa się
Do mego wypalonego wnętrza.
Ma dusza usycha a jej prochy
Wirują wśród wiekuistej pustki.
Czy jest jeszcze nadzieja dlań?
Czy kolejny dzień przyniesie
Radość i uśmiech na twarzy mej?
Pozostaje tylko wiara, która trwa
Jak strażnik bramy wieczności.
Lecz czy on wytrwa ten ciężki czas?
Tego nie wie nikt…
"Kielonek Wódki"
Minione lata jak dzisiejszy dzień
Mkną jak w zaklętym śnie
Zastukały w kieliszka lice
Gdzie diabeł tańczy na dnie.
Polej, dobry Panie raz jeszcze
w puchar goryczą splamiony.
Niech ma dusza śpiewać zacznie
i huknie dźwięk niezwyciężony.
Nie daj prosić się drogi panie
Wszak źle na duszy się dzieje
Daj kieliszek jeszcze jeden
Gdy w sercu zimnem wieje.
Czy zdaje sobie pan sprawę
Jak bardzo w gardle suszy?
Polej pan kielonek kolejny
Niech zatonę w nim po uszy.
Mości panowie co dzierżycie
w dłoniach swe odbicie
Zagrajcie mi nutę żałobną
oto zmarło me oblicze…
***
"Północ..."
Tam gdzie jutrzenki promienie
mieszka skrzat na listku róży.
Tam gdzie radosne płomienie
słońce wychodzi po burzy.
Tam gdzie drzewa zielone
gra elf na swej pięknej lutni
Tam gdzie dni płyną szalone
muzyka w duszach dudni.
Tam gdzie słychać ptaków śpiew
Syreny w jeziorze pływają
Tam gdzie nocnych stworzeń zew
Magowie ofiary składają.
Tam gdzie noc wiecznie istnieje
tam jest mój dom ukochany.
Tam gdzie wiat północy wieje
tam wielki świat nieznany.
Na dróg rozstaju się widzimy
podróż na północ rozpoczynamy.
Niebezpieczny świat gonimy
wszystkie tajemnice wyławiamy.
Lecz na chwilę się zatrzymaj
i spójrz na dzień zachodzący.
Swój strach w sercu utrzymaj
i patrz na księżyc wchodzący.
Ciesz się tym czarem pięknym
gdyż zaledwie chwile on trwa.
Zachowaj w umyśle niepojętym
bo życie umyka i przed siebie gna.
***
"Trwoga"
Bo róże są na dole, a na górze bez
Nie wylewaj więcej gorzkich cudzych łez.
Róże mają kolce zbyt cienkie i drapieżne
A bez łagodzi Twój ból lecz tylko pobieżnie.
Kiedy sobie wspomnisz moje słowa ciche
Ujrzysz w nich prawdę i porady jakże liche.
A kiedy spojrzysz na tarczę zegara swego
Wnet ujrzysz oblicze cierpienia mego.
I róże kujące ni bez nie pomogą
Bo to co Cię ogarnie nazywa się trwogą.
Kiedy otwierasz oczy
widzisz szkarłatną otchłań
otulającą twa twarz
bladą od wschodzącego księżyca.
Kiedy dotykasz swej
nagiej czaszki czujesz
spokój i rozpacz
którą Tobą targa.
Kiedy spoglądasz na świat
widzisz krople
rubinowego deszczu
spadające na wypłowiałą ziemię.
Kiedy podchodzisz do
lustra, srebrzystej tafli
nie widzisz swego odbicia
bo nie istniejesz.
Kiedy zakończę te strofę
będziesz już daleko
w ręku trzymając sztylet
i nucąc pieśń umarłych…
P.S. Chyba straciłam natchnienie..bo czegoś mi w tym brakuje....